Wywiad z Prezesem Zarządu GPM Vindexus S.A. dla NEWSERIA - 11 czerwca 2015 r.


Likwidacja bankowego tytułu egzekucyjnego ujednolici postępowanie dla banków i innych wierzycieli, ale mogą na tym stracić dłużnicy, którzy za postępowanie sądowe zapłacą nawet do 5 proc. wierzytelności. Więcej długów będzie też trafiać na sprzedaż, co cieszy branżę windykacyjną. W opinii jej przedstawicieli niekorzystne będzie zniesienie obowiązku meldunkowego, które może zwiększyć problem nieściągalności długów.

Bankowy tytuł egzekucyjny dotychczas stawiał banki, jako wierzycieli, w uprzywilejowanej sytuacji. Po jego likwidacji, na skutek orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego o niekonstytucyjności BTE, postępowanie będzie ujednolicone zarówno dla banków, jak i dla innych wierzycieli. Po zmianie bank będzie wnosił sprawy do sądu i ponosił związane z tym koszty procesu.

W związku z tym banki mogą nie występować na drogę sądową i wówczas więcej wierzytelności będzie do sprzedaży, bo albo będą musieli szybciej sprzedawać, albo wystąpią na drogę sądową. To z kolei podniesie cenę wierzytelności, ale wierzyciel wtórny nie będzie musiał występować już na drogę sądową, zostanie mu tylko ewentualnie uzyskanie klauzuli wykonalności na jego rzecz – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jerzy Kulesza, prezes firmy Giełda Praw Majątkowych Vindexus SA.

Jak podkreśla, zmiana wiąże się również z wyższymi kosztami dla dłużnika.

Po likwidacji bankowego tytułu egzekucyjnego dłużnik za postępowanie sądowe zapłaci od 1,25 do 5 proc. wierzytelności – mówi Kulesza.

Dla branży windykacyjnej większa podaż na rynku jest dobrą wiadomością. Jej pozytywne efekty może jednak zniwelować ewentualne zniesienie obowiązku meldunkowego, zapowiadane wstępnie na styczeń 2016 roku. Trudniejsze będzie uzyskanie kredytu, bo trudniejsze może być także odszukanie dłużnika.

Nikt nie udzieli pożyczki ani nie sprzeda niczego na raty obywatelowi, który nie wiadomo, gdzie mieszka. Przecież on przyjdzie do banku, weźmie pieniądze i gdzie go potem szukać? Zniesienie obowiązku meldunkowego zostało obiecane, ale nikt nie pomyślał, czym to zastąpić, a zstąpić czymś trzeba – przekonuje Jerzy Kulesza. – Może to być zorganizowane jak w innych krajach, gdzie tworzy się odpowiedni rejestr, w którym każdy obywatel wskazuje adres zamieszkania z zastrzeżeniem, że jak adres nie zmienia się w rejestrze, to on dalej pod tym adresem mieszka.

Wkrótce zmieniony zostanie przepis, który zakazuje hurtowej obsługi komorniczej. Dotychczas ponad 50 proc. rynku egzekucji było obsługiwanych przez „hurtownie”, czyli 40-50 dużych kancelarii komorniczych. Teraz zostanie wprowadzona rejonizacja, a liczba spraw prowadzonych przez jedną kancelarię zostanie ograniczona.

Kiedyś była już rejonizacja komorników, ale wówczas rewirów komorniczych było 650, obecnie po uwolnieniu zawodu komornika jest ich 1,5 tys. Oceniam tę zmianę jako neutralną, ponieważ jest więcej komorników, więcej rewirów, większa będzie też konkurencja. Zniesiona będzie egzekucja komornicza masowa, zwiększona natomiast konkurencja wśród komorników – komentuje Kulesza.

Na branżę wpływ – choć niewielki – mają także zmiany w przepisach o upadłości konsumenckiej.

– Dobrze przeprowadzona upadłość konsumencka może być plusem. Jeżeli w pakiecie trafią się wierzytelności, które nadają się do upadłości konsumenckiej, to dłużnik sam podda się pewnemu postępowaniu sądowemu i nie trzeba będzie w związku z tym ponosić żadnych kosztów – podkreśla prezes Vindexusa.

Upadłość konsumencka może być korzystna dla najuboższych. Spłatę długów rozkłada się na 36 miesięcy, a jeśli raty są regularnie spłacane, to pozostałą część się umarza. W niektórych sytuacjach możliwe jest też całkowite umorzenie długu. Nowe przepisy, które wprowadziła nowelizacja Prawa upadłościowego i naprawczego, znacznie złagodziły rygory ogłoszenia upadłości konsumenckiej, wykluczone zostały z nich wyłącznie te osoby, które umyślnie wpędziły się w kłopoty.



Mimo że w ubiegłym roku GPM Vindexus nabył wierzytelności za kwotę mniejszą niż zakładane 20-30 milionów złotych, prezes Jerzy Kulesza optymistycznie patrzy w przyszłość. Spółka zarobiła w I kwartale ponad 3,1 miliona złotych. Najwięcej od ponad roku. Nadwyżki finansowe przeznaczane są na przedterminowy wykup własnych obligacji. Konkurencja w branży jest jednak ogromna, a ceny długu rosną.

Sytuacja finansowa spółki jest niezła. Mamy środki, a poza tym sporo pieniędzy zakumulowaliśmy przez ostatnie kwartały. Natomiast problemem jest to, że nie możemy kupować po realnych i dobrych cenach. Cały czas uczestniczymy jednak w przetargach i myślę, że spełnimy swój cel zakupowy na 2015 rok – mówi agencji Newseria Jerzy Kulesza, prezes firmy Giełda Praw Majątkowych Vindexus SA.

W najnowszym raporcie finansowym za I kwartał bieżącego roku można przeczytać, że poziom kapitałów własnych spółki wynosił 118,6 miliona złotych i był najwyższy od blisko dwóch lat. Tegoroczna strategia zakłada nabycie portfela wierzytelności o wartości do 30 milionów złotych. Realizacja planu uzależniona jest jednak od sytuacji na rynku.

Rynek wymusił powstawanie funduszy sekurytyzacyjnych, bowiem bankom to się bardziej opłacało podatkowo. My mamy dwa fundusze sekurytyzacyjne. Nowych nie zakładamy, bo nie ma sensu zwiększać kosztów. Fundusze te są większą wartością dodaną dla banków niż dla firm – wyjaśnia prezes giełdowej spółki.

W skład grupy kapitałowej GPM Vindexus wchodzą dwa fundusze: GPM Vindexus Niestandaryzowany Sekurytyzacyjny Fundusz Inwestycyjny Zamknięty oraz Future Niestandaryzowany Sekurytyzacyjny Fundusz Inwestycyjny Zamknięty. W ramach tych funduszy grupa posiada kilkanaście milinów złotych, które mogą być wykorzystane na aukcjach sprzedaży wierzytelności.

Konkurencja na rynku jest ogromna. Wchodzą coraz to nowe kapitały zagraniczne, stąd też za wierzytelności się przepłaca. Obserwujemy to i dochodzimy do wniosku, że tam, gdzie pieniądze są daleko od właściciela, łatwiej te pieniądze wydać. Historia dopiero pokaże, co to było warte. O tym, czy cena była realna do zakupu, przekonamy się za parę lat. Ale tych parę lat musi upłynąć. Jesteśmy dość ostrożni w wydawaniu pieniędzy, nie, nie chcielibyśmy przykładowo zrobić dwóch złych interesów z rzędu – mówi prezes GPM Vindexus.

Obecne ceny wierzytelności w jego opinii są zbyt wysokie. Pakiety telekomunikacyjne wyceniane są na ponad 30 proc. wartości nominalnej, co sprawia, że trudno na nich zarobić. Według Kuleszy akceptowalne maksimum dla dobrze udokumentowanych wierzytelności bankowych wynosi 24-28 proc. kwoty należności.

Cały czas chcemy zwiększać swoje przychody, swój zysk do podziału wśród akcjonariuszy, chcemy, żeby wzrastały też kapitały. Chcieliśmy w ciągu kilku lat mieć przychód rocznie 100 mln, na razie ze względu na trudną sytuację rynkową to się odwleka. Nie zainwestowaliśmy jeszcze tyle, ile trzeba – mówi Kulesza.

W opinii prezesa obecnie spółka wyceniana jest znacznie poniżej swojej realnej wartości. Inwestorzy handlują akcjami GPM Vindexus SA po około 5 złotych, podczas gdy wartość księgowa spółki wynosi dwa razy więcej.

W 2014 roku GPM Vindexus osiągnęła przychody ze sprzedaży netto na poziomie 52,1 milionów złotych. Marża netto na wyniku finansowym sięgnęła blisko 20 proc. Podmiot obecny jest na rynku wierzytelności już od 2002 roku, co stanowi niewątpliwy atut. Nabyte w tamtym okresie pakiety w dalszym ciągu generują wartość, podczas gdy wszystkie koszty zostały już poniesione. W opinii Jerzego Kuleszy wierzytelność można uznać za dobrze kupioną, jeśli jej cena zakupu zwróci się po 2-3 latach od momentu nabycia.

Nasza firma rozpoczęła w maju 21. rok działalności i od tego czasu zajmujemy się wyłącznie wierzytelnościami. Kupujemy wierzytelności na własny rachunek. W bardzo znikomym zakresie zajmowaliśmy się windykacją wierzytelności innych, zleconych – podkreśla.

GPM Vindexus jest jednym z najdłużej działających na polskim rynku podmiotów zajmujących się wierzytelnościami. Spółka zatrudnia 50 osób.

 

Źródło:

newseria.pl, 2015-06-11
Oddzwonimy do Ciebie